Pogładziłam okładkę, dotknęłam czcionki, zobaczyłam ilustracje, przeczytałam. I zachwyciłam się kompozycją, którą usłyszałam. Tak, kompozycją, bo to znacznie więcej niż dobrze zilustrowana książka z opowiadaniami dla dzieci. To zbiór znaczących słów, dźwięków, barw i sensów, które układają się w spójną historię.
„Siedem Smoków Głównych” Violetty Nowakowskiej z ilustracjami Michaliny Koch to zgrabna książeczka dopracowana w każdym szczególe i wydana przez oficynę Ovo.
A warstwie literackiej otrzymujemy pomysłowe historie o Gniewniku, Leniwji, Samowolniku, Pustacji… Smokach, które mają swoje słabe i mocne strony. To zbiór opowiadań o spotkaniach, które przynoszą moc i siłę, o tym, że każdą wadę można przekuć w zaletę. Panie, jakby mimochodem fundują czytelnikom bajki terapeutyczne i ubierają je w ciekawą formę literackiej zabawy słowem i czarowania warstwą plastyczną.
Trzeba jednak przyznać, że po przeczytaniu „Siedmiu Smoków Głównych” fundamentalne dla teologii chrześcijańskiej Siedem Grzechów Głównych może nabrać smoczego skojarzenia.
„Siedem Smoków Głównych” Violetty Nowakowskiej z ilustracjami Michaliny Koch z powodzeniem można czytać z dziećmi lub bez nich. Satysfakcja czytelnicza gwarantowana. Przyjemność z oglądania zachwycających ilustracji i dotykania uwypuklonej ponad powierzchnię kartki czcionki to dodatkowy efekt przynoszący ciekawe odczucia dla wrażliwców sensorycznych.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości wydawnictwa Ovo.
Ósmego listopada o godzinie 19:00 na scenie Opery Wrocławskiej odbędzie się premiera refleksyjnego tryptyku baletowego „Lumière”. Kolejne spektakle: 9, 13, 14 i 15 listopada 2025 r.
Twórcy zapowiadają wyjątkowe spotkanie tańca, światła, muzyki i emocji. Widzowie zobaczą trzy choreografie współczesnych mistrzów baletu: „Bolero” Maurice’a Ravela w choreografii Meryl Tankard, „Un Ballo” (również do muzyki Ravela) w choreografii Jiříego Kyliána oraz „6 Breaths” z muzyką Ezio Bosso w choreografii Rafaela Bonacheli.
Dziewięćdziesięciominutowy spektakl baletowy łączy w sobie elementy teatralne i sztukę kreacji światłem. Wizualizacje i taniec korespondują ze sobą w różnych fragmentach artystycznego wieczoru. Czasem na pierwszy plan wychodzą klasycznie, subtelnie oświetlone postacie, innym razem śledzimy teatr cieni w dużym rozmiarze okraszony pastelowymi barwami i przeobrażeniami cieni. Muzycznie towarzyszymy orkiestrze, popisom solowym na fortepianie i na wiolonczelach. Eklektyzm tryptyku buduje jego różnorodność i fragmentaryczność formy przez co nie toniemy w wielowątkowej narracji, ale dajemy się ponieść ulotnym emocjom, wrażeniom chwili i nastrojom wzmocnionym muzyczną rozmaitością.
Poniżej publikujemy galerię zdjęć z próby medialnej.
Oprac. i fot. do
Centrum Kultury Agora zaprasza mieszkańców Wrocławia na doroczne obchody Święta Niepodległości. 11/11 Wolność Kocham i Rozumiem to wydarzenie, które łączy tradycję z nowoczesnością, sztukę z rozrywką, a refleksję z dobrą zabawą. W programie każdy znajdzie coś dla siebie: od inspirujących wystaw, przez techno rytmy, po rodzinne warsztaty.
Program Rodzinnego Święta Niepodległości w CK Agora:
- godz. 14:00 – Disco Relax – koncert uczerstników i instruktorów pracowni CK Agora w rytmie lat 90.
- godz. 14:45 – I Love Najntis – rodzinne warsztaty, konkursy i animacje oraz projekcja filmu Stadion czyli Jarmark Europa.
- godz. 17:00 – Fanfara Awantura – Polskie melodie ludowe w rytmach techno, zagrane przez orkiestrę dętą!
- godz. 18:30 – Wolność i swoboda oraz moja lata 90 – wernisaż wystawy pokonkursowej i ciuchy od Cindy Vintage, gra DJ Duch.
Wolność w rytmie techno disco
Cykl atrakcji rozpoczniemy w rytmie disco. Na scenie zaprezentują się uczestnicy zajęć stałych pod opieką swoich instruktorów. W programie breakdance, pianino, gitara, wokal oraz instrumenty perkusyjne. Całość w klimacie lat 90. Wieczorem będzie można potupać do polskich melodii ludowych w rytmach techno, na dodatek zagranych przez orkiestrę dętą. Do tańca porwie Fanfara Awantura z projektem Prawdziwie Polskie Techno.

Sztuka z przymrużeniem oka
Wystawa Wolność i Swoboda to przegląd najciekawszych prac wyłonionych w ogólnopolskim konkursie graficznym. Ich autorzy w twórczy sposób podejmują temat wolności, związany z latami 90. To ekspozycja prac o naszej kulturze, nie tej z podręczników do historii, lecz tej z okładek kaset i kolorowych magazynów kupowanych prosto z łóżka polowego na pobliskim bazarze. W trakcie wernisażu odbędzie się wręczenie nagród laureatom oraz oprowadzanie kuratorskie, które poprowadzi kurator i artysta plastyk, dr Manfred Bator.
Cindy Vintage & DJ Duch oraz warszawski handel obwoźny
Grafiki inspirowane latami 90. to nie jedyna wystawa, która czeka nas 11/11. Hol CK Agora zostanie opanowany przez kreszowe, kolorowe i szeleszczące zbiory ze sklepu Cindy Vintage. Oprawę muzyczną z największymi hitami muzyki elektronicznej przełomu tysiąclecia, gwarantuje DJ Duch. Dla spragnionych spokojniejszych wrażeń przygotowaliśmy projekcje filmu Stadion czyli Jarmark Europa.
Back to 90’s – rodzinne warsztaty plastyczne
Rodzinne warsztaty kreatywne to zbiór aż 9 propozycji opartych na najważniejszych popkulturowych artefaktach lat 90. Uczestnicy będą mogli własnoręcznie stworzyć organizery na biurka, plastikowe daszki, okładki kaset, dodatki do garderoby, a także popracować z tkaniną, tekturą i wielkoformatową kolorowanką. To doskonała okazja dla najmłodszych, żeby poznać kawałek historii poprzez twórcze działania.

11.11.2025 | 14:00-20:00
Jeśli nie byliście jeszcze na ul. Krakowskiej 180 na przedstawieniu Teatru Dialogu to znakomity czas nadrobić zaległości kulturalne. Można tam zjeść ogórka i otrzymać mandat za piękność, ale przede wszystkim stać się uczestnikiem wymiany emocji, sensów i wrażeń.
Teatr Dialogu to innowacyjna przestrzeń offowa, łącząca pasjonatów teatru, studentów i absolwentów Akademii Sztuk Teatralnych we Wrocławiu oraz Studium Musicalowego Capitolu.
Wśród twórców Teatru znajdujemy pełnych pasji i energii utalentowanych młodych ludzi, którzy tworzą przedstawienia w zabytkowej przestrzeni. Siedziba Teatru Dialogu mieści się w Dawnej Pralni, na wschodzie Wrocławia, przy ulicy Krakowskiej 180 w budynku K.
Premierowe przedstawienie inspirowane komedią Szekspira „Stracone zachody miłości” w reżyserii Macieja Ćwielucha 7 listopada wchodzi do repertuaru Teatru Dialogu. Mamy dla Was kilka zdjęć z drugiej próby generalnej i zapewnienie, że warto w swoim kalendarzu wydarzeń kulturalnych zapisać odwiedziny sceny na Krakowskiej.
Oprac. i fot. do
„Stracone zachody miłości”
opracowanie tekstu, scenariusz i reżyseria: Maciej Ćwieluch
muzyka: Hubert Walkowski
scenografia i kostiumy: Dagmara Daleka
Obsada:
Ferdynand — król Navarry – Piotr Borowiec (g)
Księżniczka – Paulina Jeżewska
Marcel – Jan Konieczny
Rozalina – Nikola Kopczyk
Franciszek – Maksymilian Stryjski
Esmeralda Ramona – Ada Kwiatkowska
Marian – Karolina Bronkowska
Don Adriano de Armado — Hiszpan fantasta – Szymon Majkrzak
Boyet— podwładny ojca Księżniczki – Jan Makowski (g)
Ćma — paź Armada – Jan Makowski (g)
Tępak — policjant – Filip Witkowski
Łepak — pajac – Filip Witkowski (g)
Żanetta — wieśniaczka – Natalia Stormowska
Maria – Patrycja Kaliciak
asystentka reżysera:
Julia Jabłońska
Dwujęzyczny, polsko-włoski, tom z wyborem wierszy Wisławy Szymborskiej ukazał się z końcem października nakładem wydawnictwa Znak. Posłowie do polsko-włoskiego wydania zbioru wierszy noblistki napisał prof. Andrea Ceccherelli, znakomity tłumacz i znawca twórczości Wisławy Szymborskiej. Prof. Ceccherelli dokonał również wyboru wierszy.
A co znajdujemy w środku? Same rarytasy i to w dwóch językach.
„Szymborskomania” to zjawisko przekraczające ramy poetycko- literackie, socjoliterackie i granice krajów. We Włoszech Wisława Szymborska jest fenomenem. Jest to poza Polską kraj, w którym poezja Noblistki sprzedaje się najlepiej – czytamy w podsumowaniu publikacji.
Trudno się dziwić, bo któż z nas nie słyszał fraz: „Nic dwa razy się nie zdarza…” czy „Każdy przecież początek/ to tylko ciąg dalszy, / a księga zdarzeń/ zawsze otwarta w połowie”, „Umrzeć- tego nie robi się kotu. / Bo co ma począć kot/w pustym mieszkaniu”, „Co innego cebula. / Ona nie ma wnętrzności”, „Nic darowane, wszystko pożyczone. / Tonę w długach po uszy”, „Tu leży staroświecka jak przecinek/autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek…” i tak można byłoby bez końca cytować, przypominać, szukać nowych kontekstów dla starych tekstów, pławić się w metaforyce, dystansie i ironii, twórczości Wisławy Szymborskiej.
Tomik „Posłuchaj, jak mi prędko bije twoje serce” stwarza okazję do odkrywania dorobku wybitnej poetki w jej dwujęzycznej formie. I niezależnie od czytelniczych preferencji i kompetencji językowych warto sięgnąć po tomik twórczyni „Radości pisania”, bo każde spotkanie z jej stylem i postrzeganiem świata przynosi zaskakujące, nowe zdumienia, odkrywcze zadziwienia i uczy życzliwego dystansu do rzeczy ostatecznych.
Zatem czytajmy po polsku lub włosku, symultanicznie lub jeden po drugim, porównując słowa lub nie. Radość czytania gwarantowana.
Oprac. Do
Tekst powstał dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.
Inspiracją dla cyklu ORGANIX stała się sentencja zaczerpnięta z „Bukolik” Wergiliusza: „Et in Arcadia Ego”, którą można przetłumaczyć – „Nawet w Arkadii ja (śmierć) jestem”. Dodatkowym impulsem był obraz Guercina z I ćwierci XVII wieku, pod tym samym tytułem, stanowiący swoiste memento mori – przypomnienie o nieuchronności śmierci, nawet w wyidealizowanej krainie Wiecznej Szczęśliwości.
Powstanie Wspólnoty Europejskiej w latach 50. XX wieku można porównać do zmaterializowanego snu o Arkadii. Jednak czy dziś to wciąż idylla? Świat nieustannie boryka się z głodem, wojnami, kataklizmami i zaśmiecaniem planety.
POZORY, to słowo-klucz do zrozumienia cyklu ORGANIX. My widzimy głównie powierzchnię, grę iluzji. Na obrazach piękna, organiczna kompozycja maskuje tematy tabu. To Arkadia z liści, pod którymi kryje się często drastyczna prawda o naszych czasach.
Pierwsze obrazy z cyklu stanowiły wyłącznie egzemplifikację Arkadii – były uwielbieniem dla piękna natury, pozbawionym ukrytych znaczeń. Nakładane warstwowo nadruki liści, budujące kompozycję, to kwintesencja nieskazitelnej formy przyrody. Dzieła fascynują obfitością faktury, kształtów i odcieni. Łatwo ulec czarowi tej natury – działaniu koloru i bogactwu form.
Artystka szybko jednak dostrzegła fałsz ukryty pod fasadą doskonałości – taka Arkadia była pusta, była utopią, Rajem Utraconym.
Wtedy, do krainy szczęśliwości zaczęły wkradać się niepokojące sygnały końca sielanki. W gąszczu bogatej, organicznej kompozycji, pod stosem liści, pojawiły się symbole cywilizacji, będące symptomami nadchodzącej katastrofy: odpady masowej nadprodukcji, ślady konfliktów religijnych i politycznych oraz kwestie związane z nieuchronnością przemijania. Pojawiają się też znaki cybernetycznej rewolucji i pożegnanie z homocentryzmem – wszak konstrukcja ludzkiego ciała przypomina budowę każdego innego organizmu na Ziemi. Liść z unerwieniem może przywodzić na myśl zarówno układ krążenia człowieka, jak i ścieżki komputerowej płyty głównej. Sztafaż z liści skrywa COŚ… jest jak makijaż, pod którego powierzchnią ukryte są prawdziwe problemy. Ta iluzja piękna jest rodzajem testu na spostrzegawczość – zamaskowane symbole czekają na odkrycie i rozszyfrowanie.
Dopiero tak skomponowany ORGANIX stał się kompletny.
Na użytek cyklu twórczyni opracowała autorską technikę hybrydową, której cechą charakterystyczną jest wielowarstwowość. To złożony proces, łączący różne media: druk graficzny, farby akrylowe, szablony, odlewy silikonowe, żywice epoksydowe i brokat. Jest to próba połączenia środków malarskich z graficznymi.
Wiesława Wilczyńska-Koper, kuratorka wystawy
Viola Tycz. „ORGANIX – zagadka dla oka…”
Technika własna, hybrydowa. (2022-2025 r.)
Galeria Sztuka na miejscu, Łaciarska 4.
Wystawa trwa od 4.11.25 do 23.11.25., wernisaż 6 listopada, g.17.00, który uświetni Michał Litwiniec koncertem do obrazów.
Fotografie Marcin Pawlak.
Sen jako ucieczka, oniryczność czy rzeczywistość, biurokracja i emigracja, konsekwencje wojny – to tylko niektóre skojarzenia piętrzące się w głowach widzów po oglądnięciu spektaklu pt.: „Strefa 0”, najnowszej sztuki Magdaleny Drab. Przedstawienie można zobaczyć na kameralnej Scenie na Strychu we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. W przestrzeń architektonicznej nieoczywistości wchodzimy jeszcze przed spektaklem.
Krzesła dla widzów ustawiono po dwóch stronach sali, po dwa rzędy z każdej ze stron. Aktorom zostawiono centralną część sali. Ustawiono tam biały, długi stół i fotele, rozsypano białe, delikatne wióry przypominające puch lub śnieg. Wpuszczono nas w rytm historii okalając monitorami, na których raz za razem widzimy zamaskowane twarze czy fragmenty ciał. Czujne oczy postaci obserwowały nasze reakcje, monitorowały grymasy twarzy. Czasem zamykało nam oczy intensywne światło, przeszywającego mózg, reflektora. Byliśmy wprzęgnięci w opowieść o bezdusznej biurokracji, o formalizmie ukrytym pod maską cynicznego uśmiechu, bez możliwości pomalowania sobie twarzy czyniąc z niej bezpieczną maskę.
A w warstwie narracyjnej dostaliśmy opowieść o rodzinie uchodźców, która trafia w sam środek biurokratycznych absurdów. Centralną postacią spektaklu jest Dziewczynka, która szukając bezpieczeństwa zapada w sen. Dzieci śpią ze strachu, mówiła reżyserka spektaklu przed premierą, m.in. w wywiadzie opublikowanym na łamach „E-teatr.pl”. Syndrom ucieczki w sen daje poczucie bezpieczeństwa, zamrożenie staje się metodą na przetrwanie. To ważne tropy, które można penetrować z nowym kontekstem poznawczym po oglądnięciu i przeżyciu „Strefy 0” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Twórcy i realizatorzy premiery sprawnie zachęcają nas do odkrywczych poszukiwań.
Realizatorzy:
reżyseria Magdalena Drab
scenografia, kostiumy, światło Marcin Chlanda
muzyka Albert Pyśk
choreografia Jakub Lewandowski
video Bartosz Bulanda, współpraca Jan Almashan
inspicjentka Katarzyna Krajewit
asystent reżyserki Maciej Kowalczyk
realizacja światła Daniel Piastowski
realizacja dźwięku Kacper Dubicki
realizacja video Agnieszka Piesiewicz
charakteryzacja Iwona Barlik-Grech
Obsada:
Dziewczynka Patrycja Płaczek, Eliza Odachowska
Matka Lina Wosik
głos Dziewczynki Patrycja Płaczek
Ojciec Miłosz Pietruski
Człowiek profesjonalny Mariusz Bąkowski
Człowiek obrzydliwie przemiły Ewa Niemotko
Człowiek na stażu Maciej Kowalczyk
Człowiek zatroskany Beata Rakowska
Człowiek od brudnej roboty Tadeusz Ratuszniak
Oprac. do
Fot. organizatorów /Filip Wierzbicki
Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina jest jednym z najstarszych wydarzeń muzycznych tego typu na świecie. Jak zgodnie twierdzą melomanii i umiarkowani ignoranci muzyczni – urasta on do rangi najbardziej medialnego konkursu muzycznego świata. Co pięć lat (z małym pandemicznym wyjątkiem) ogarnia nas Chopinowska gorączka, której poddajemy się z dziką satysfakcją.
Jeden z koncertów laureata II nagrody XIX Konkursu Chopinowskiego Kevina Chena, który odbył się w NFM był potwierdzeniem popularności Chopinowskiej frazy, zasłużoną eksplozją entuzjazmu, wzruszenia i poruszenia.
Dwudziestoletni pianista, reprezentant Kanady, wykonał Koncertu e-moll op. 11 Chopina i kilka zjawiskowych bisów – solo. W pierwszej części koncertu słuchaliśmy III Symfonii a-moll op. 56, zwanej „Szkocką”, Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego. Utwory pod dyrekcją Anny Sułkowskiej-Migoń zagrała orkiestra NFM.
Mendelson w tym zestawieniu wypadł blado, ale nie miał szans przy brawurowym walcu czy szaleńczej etiudzie sprowokowanej owacjami na stojąco. Zdawało się, że organizatorzy wydarzenia celowo zestawili dwie części koncertu w taki sposób, żeby słuchacze wychodzili z NFM rozpaleni Chopinem, a w zaciszu domowym wyłączyli ogrzewanie, żeby obniżyć gorączkę sobotniego wieczoru z Kevinem Chenem i Chopinem w jego interpretacji.
Harmonia dźwięków, łagodność, maestria wykonawcza, dynamiczne zmiany nastrojów… to wszystko (a nawet więcej) było w prezentacji solowej Kevina Chena. Młody artysta z orkiestrą w Koncercie e-moll zabrzmiał równie dobrze, oddał nieco przestrzeń swoich solowych popisów instrumentalistom z orkiestry NFM.
Uczta muzyczna będąca zwieńczeniem i podsumowaniem XIX Konkursu Chopinowskiego może trwać nadal. W repertuarze NFM na najbliższe dni znalazły się koncerty zwycięzcy Konkursu, Erica Lu oraz recital Piotra Alexewicza. Może będą jakieś zwroty, bo bilety zostały wyprzedane na pniu.
Jak dobrze, że mamy we Wrocławiu salę NFM, która sprzyja słuchaniu i słyszeniu muzyki, a nie jej lichym odtwarzaniu na marnej jakości odtwarzaczach.
oprac. do
fot. Karol Adam Sokolowski








































